Dziecko. 35

Anal

Dziecko. 35
Jestem szczesliwa. Los okazal sie nie az tak wredny. Mam piekna rodzine, pelna, kochanek nauczyl sie kultury, a na dodatek znowu wzbudzil demona we mnie. To co zrobil na tym parkingu bylo wisienka na torcie. Mialam taki odlot, ze nie widzialam swiata. Bez kontroli, znowu potrafilam sie oddac calkowicie pozadaniu. Tylko on potrafil to wzbudzic we mnie, tylko on ma klucz do tych drzwi i na dodatek, robi to tak naturalnie…
Wiele razy próbowalam odtworzyc w glowie ten schemat postepowania, ale on jest mistrzem… Bez slów, bez zmuszania, bez nacisku… a potrafi doprowadzic mnie mnie do stanu… który, dopiero potem, uswiadamiam sobie, jak bardzo pragnelam…
Przeciez jego nie wziecie mnie spowodowal tak wielki wybuch , ze prawie roznioslam dom sasiadów… a gdyby ich nie bylo… szukalabym na ulicy chlopa do rzniecia… ?

Kurwa… ta mysl znowu mnie nakrecila… jestem nienormalna jebana kurwa i nimfomanka…
Musi byc kara…
Jest noc… spia… a ja grzebie sobie w pizdzie i mysle o rznieciu na ulicy…
Wstalam i poszlam do szafy… wzielam jego pasek od spodni…
Kiedys to pomagalo…
Piec razów… ale mocnych… piec….
Raz.
Dwa.
Trzy.
Cztery.
Piec.

Ale piecze…i … boli… ale nadal nie puszcza… Co on zrobil znowu ze mna… ?
Zadzwonilabym do Niego z prosba… ale nie moge sie ponizac ponad to…
Do Wojtka, rano, to tak… Jakos zasnelam.
Rano dzwonie.
– Wojtku, juz prawie minal miesiac… czas na odrobienie zaplaty…
– Kurwa z ciebie, wiesz o tym ?
– Pokaze ci cos…
Zalozylam sobie ten nocny pasek na szyje, zacisnelam, rozpielam koszulke i strzelilam fotke, aby piersi bylo widac…
Poszlo.

Dzwoni.
– Jutro, u mnie, zabawiasz sie beze mnie… naucze cie kurwo posluszenstwa..
– Tak, Panie…
I co, rzadze… jestem zajebista. Do czasu przyjscia Joli chodzilam z tym paskiem na szyi, nawet Patryczek go ciagnal… niech maly uczy sie…
Przed dzwonkiem Joli, a widzialam ja jak wchodzi do ogrodu… pasem jeszcze poszla piatka.
Dobrze obolala cipa to podstawa.
Rozmawiam z nia o pierdolach, o dzieciach , o jej synu… cipa rozgrzana i dajaca cieplo i tylko jedno mam w glowie. A juz bylam wyciszona, juz wchodzilam powoli na tory rodziny. Raz w miesiacu Wojtek, raz, albo dwa synek z mamusia i bylby spokój.
A tak, to ciemna strona szarpnela moja dusze w swa otchlan…
Szarpnela…. chwycila jak orzel w pazury i lece… tylko w góre, czy w dól…?

Jade do Wojtka. Wzielam ciuchy do torby i na parkingu przebieram sie na dziwke… Znowu wszystko mi gra. Cale cialo drzy z podniecenia. Korek swidruje w glowie… rypanie, tylko rypanie mam w uszach…
Przed drzwiami zalozylam pasek na szyje i rozpielam bluzke… byla to dluga jakby koszula, czarna…
Sciagnelam spódniczke i stalam tylko w majtkach i ponczochach. Oczywiscie szpilki. Bluzeczka przykrywala piersi, ale wiadomo jak to wyglada. Panienka z agencji do drzwi wlasnych.
Wojtek otworzyl mi w garniturze, lekki zarost i szelmowski usmiech na mój widok.
– Tak przyjechalas ?
– Jasne, szlam tak cala ulica i mialam wiele propozycji, ale twoja jest na razie najlepsza…
– Ciesze sie, taka suczka to skarb nie do wyceny…
– Ja to zrobie nawet za darmo…
– Wiem sloneczko…

Chwycil mnie za pasek i pociagnal do pokoju…
– Musisz do lazienki ?
Odwrócilam sie, wypielam tyleczek i rozchylilam posladki…aby zobaczyl korek.
– Ja jestem zawsze przygotowana…
– Super, wiesz co dzisiaj z toba zrobie ?
– Nie interesuje mnie to, byle duzo…
Podszedl do mnie i od razu zacisnal pasek…
– Jestes tego pewna ?
– Tak… wyjeknelam…
Odchylil bluzeczke, zlapal za piers i pocalowal bardzo mocno i namietnie me usta….
Chcialam go objac, ale wykrecil mi rece do tylu, rozszerzyl cala bluzke, wypielam piersi, on lekko zsunal majtki, naslinil palce i dotknal muszelki.
– Suczko ty juz plyniesz…!
– Od wczorajszej nocy. od telefonu… juz nie wytrzymuje…

Jechal palcami po cipce, rozgrzewal mnie, tyle, ze ja bylam juz na najwyzszych obrotach… tak draznil, ze pierwszy strzal dostalam po minutce…
– Ty pieprzona suko…
Dostalam w twarz…
– Jestes tu dla mnie, a nie po to aby odplywac…
A ja mialam to gdzies… niech robi co chce…
Rzucil mnie na podloge, wyciagnal maszyne i zaczal gwalcil usta…
Byl nerwowy, albo moze zbyt podniecony… co przekladalo sie na brutalnosc…
Wkladal calego bardzo mocno… slina zaczela mi leciec po brodzie… on oczywiscie nic…
Gdy juz naprawde zaczelo brakowac mi powietrza przestal…
– Przelóz sie przez fotel…
Zainteresowal sie tylkiem… wyciagnal korek i wlozyl z powrotem.
Trzasnal z szesc razy, zapieklo, rozgrzal posladki…

Wyciagnal korek i od razu zapakowal swojego… calego… a stal jak cholera, znowu zabolalo.
Jego jazda robila z mojego analu rozjechane dupsko…
Bolalo, ale i przestawalo. Jestem juz porzadna kurwa, moge pozwolic sobie na wiecej…
Wyciagal i wkladal, walil reka i plul. Czulam jak sie trzesie… Jesli mysli, ze zmeczy mnie, to moze sie zdziwic…

– Wstan…
Odwrócilam sie do niego i spojrzalam bezczelnie…
– Co teraz Panie… ?
Chwycil znowu za szyje, scisnal i syknal…
– Malo ci ?
Nie moglam mówic… scisniete gardlo… brak tlenu… ale kiwnac glowa dalam rade… ze … tak…
– Idziemy do lazienki…
Tam nad toaleta zaczal znowu wkladac do buzi…
Przypomnialy mi sie kibelki w knajpach, w których mnie brali rózni kochankowie, tylko, ze oni byli mili, a ten jest teraz mocno niewyzyty…
Ostro wkladal., w ogóle nie zwazal na mnie, zaczelo bolec mnie gardlo, bo i gruby i dlugi…

Za któryms razem nie wytrzymalam i polecialo…z gardla…
– No… to rozumiem… nie jestes, az tak wytrzymala…
– Spróbuj sam… powiedzialam
– I jeszcze bezczelna…
Znowu wlozyl i to samo… slina zalewala mi brode, lzy naplywaly do oczu… i znowu zwrócilam… obrzydliwe… ale jak tak lubi…
– Podoba sie ?
– Nie bardzo.
– Mówilem. lubie ostro… umyj sie… albo czekaj…

Puscil wode w prysznicu i wciagnal mnie… a tam zmienil sie calkowicie. Obejmowal za tyleczek, przytulal, calowal piersi, dotykal twarz.
Wyplukalam buzie, nadal gardlo bolalo jak cholera, ale zrobilo sie przyjemnie.
Odwrócil i wszedl w cipke… delikatnie, z uczuciem… obejmowal twarz i calowal w szyje…
– Mozesz w tylek, bo raczej jestem blisko srodka…
– Co ty ?
– Piec dni po okresie, to srodek jak nic…
– Ja raczej dzieci nie chce…
– Ja tez, dwójka mi wystarczy…
– Chociaz z toba, kuszaca mysl…
– Przestan.
– Pieknie wygladalas w ciazy, a teraz jak modelka…
Wszedl w tylek, objal brzuszek… a potem jedna piers…
– Idealne cialo, takie na mamuske…
– Zostaw…

Zaczelam wiercic tylkiem, jego delikatnosc teraz i uwielbienie mego ciala, z którego tez jestem zadowolona, brala mnie jak zwykle…
– Znowu mialabys wielki brzuch i nabrzmiale cyce…
Przyspieszyl…
– Obejmowalbym go… jak teraz…
Wypielam sie…
– Podobalam ci sie z brzuchem ?
– Pierwszy raz bralem kobiete tuz przed porodem i tak samo w dupe… jak teraz…
Boze… jak mu stal, nie tylko troszke bolalo, ale czulam kazde wejscie…a to jest wiadome do czego dojdzie…
– Bylem lekko przestraszony, ale potem zakochalem sie w twoim ciazowym ciele… wiesz… bierze mnie… jak sobie to przypominam…
– Mnie tez…
– Poudawajmy, ze jestem w cipie i ze zaplodnie cie w tej chwili…
Jeknelam i wcisnelam tylek na kutasa…

– Suko… mysle, ze zleje ci sie w pizde…
– Panie, rób co chcesz, ale moge zajsc w ciaze…
– I co z tego… a moze chcesz ?
– Tak, moge zajsc, a nawet pragne miec z toba dziecko… prosze zalej moja cipke, wpusc swoja sperme do srodka, zaplodnij mnie… jestem cala twoja…
Jeszcze mocniej przyspieszyl… teraz tylko obejmowal mnie za brzuch… ja zaczynalam sie napinac… moze dostaniemy razem…?
– Suko, zaraz poczujesz moja sperme w srodku siebie… zaraz cie zaplodnie…
– Prosze, lej… jak najglebiej…
Gdy sama wyobrazilam sobie wielki napiety brzuch i dziecko w srodku….dostalam swój orgazm… dupka zacisnela sie na jego kutasie i… wystrzelil…
– O kurwa… o … kurwa…

Gdy skonczyl szybko odwrócilam sie i zaczelam obciagac… Sama wkladalam do konca… mietolilam jajeczka… a ten jeczal…
– Dobrze ci ?
– Jak nigdy… ale z ciebie aktorka…
– Jestem mistrzynia… ale tylko przy mistrzu…
Zaczelismy sie wycierac, potem on nalal mi soku i usiedlismy sie na kanapie…
– A moze chcesz dalej mnie pierdolic… ?
– Daj spokój… chcesz mnie wykonczyc…?
– Moge…
– Lepiej nie… zasmial sie…
Lezelismy na kanapie przytuleni, muzyczka leciala w oddali, on delikatnie dotykal piersi, rozmowa o niczym… czasami powiedzial kawal.
To jego ostro to… tak raczej na wyrost, chociaz sa rózne zboczenia. Mialam ostrzejszych, ale niech i tak bedzie…

– Zadowolony ?
– Nie przypuszczalem, ze rozmowa o dziecku, to znaczy o zaplodnieniu tak mnie wezmie… wiesz, ja po niej juz o nikim nie mysle, ani o zwiazku, ani o rodzinie… praca mnie zadowala i oczywiscie ty…
– Wojtku, praca to tylko praca, jestes jeszcze mlody, poszukaj…
– Ciebie móglbym znalezc… a nawet miec dziecko…
– Jestem zajeta, wiesz…i mam juz dwójke…
– Taka zone miec, co pierdoli sie na wszystkie strony i mimo wszystko, a moze przede wszystkim, kocha meza, to… nie znam d**giej.
– Jestem wyjatkowa…
– O tak…
Zsunelam sie na podloge, zaczelam calowac jego uda, coraz wyzej… doszlam do jajek… a potem sama podnioslam jego noge na oparcie kanapy i zanurkowalam…
– Co ty robisz ?
– Poddaj sie temu… wspólpracuj…
Podniósl wyzej, a ja juz doszlam do anusa… Tak jeknal… tak westchnal… lekko sie wypial…
Zaczelam koncert… a jestem w tym równiez mistrzynia…
– Ja jebie…

Dobrze, ze leciala muza, bo jego jeki stawaly sie coraz glosniejsze…
Siegnelam do jego dloni i nakierowalam ja na jego kutasa… zrozumial…
On walil sobie, a ja dogadzalam i jemu i swojej cipce, bo przeciez palce jednej reki byly wolne.
Delikatnie lizalam naokolo, delikatnie w srodku, cmokalam i piescilam…
Szedl mój d**gi, liczylam na niego, ale jak co, to moze przy trzecim…
Ale gdy dostawalam poczulam skurcze jego analu… jeszcze bardziej sie wbilam…
– Kurwa… kurwa….
Ja nie jeczalam, juz jakis czas temu nauczylam sie oddawac w ciszy…
– Karolina !!!
– Tak Panie…
Wychylilam glowe i zobaczylam jego zamglone oczy… cala czerwona twarz…i biale krople na brzuchu…
– Cos sie stalo ?
– Odejdz kobieto… zanim mnie wykonczysz…
– Co ty nie powiesz ?
– Daj spokój, co to bylo ?
– Czysta rozkosz mój kochanku… chcesz jeszcze… ?
– Ty nie masz dosyc ?
– Nigdy, jestem seks maszyna… kilku próbowalo mnie zajechac, ale tez nie dali rady…
– Ja pierdole… mam dosyc…

Wstal i nalal whiskey… kutas nadal mu dyndal…
– Moze chcesz wlozyc póki stoi… ?
– A dasz w cipe… chcesz zajsc ?
– Dam w cipe, ale w gumie… sama ci zaloze…
Przypomnial mi sie zakup gum z grubaskiem…
– A dawaj…
Szybko wyciagnelam jedna, wlozylam do buzi i jak na filmach zaczelam nakladac ustami…
Film to film… pomoglam sobie reka… polozylam sie na dywanie, rozlozylam nogi, rozszerzylam platki cipki, a potem wlozylam palec do buzi…
– Wejdz we mnie i zaplodnij swoja suczke…

Kutas drgnal, on kleknal i wsunal go do konca… bardzo fajny, miekki i przyjemny…
Zaczelismy sie calowac…
– Kusisz mnie ta ciaza… lubilam w niej sie pieprzyc…
– Pamietam…
– Chociaz jeden z moich kochanków zdazyl zgwalcic mnie tuz przed porodem…
– Naprawde, dalas mu ?
– To znaczy wzial mnie sila po pijaku i dlatego urodzilam kilka dni szybciej…
– Ode mnie dostalby po gebie… nie bylo komplikacji ?
– Jestem maszyna do pieprzenia i do rodzenia… w szpitalu jeszcze kusilam znajomego ordynatora zanim mnie wzieli na sale porodowa…
– Jestes niemozliwa…

Chwycilam jego tylek i poszukalam dziurki…
– O…
Zaplodnij mnie byku… chce dzidziusia… wychowamy go razem, zostaniesz tatusiem…
Walil mnie coraz szybciej…
Ale potem zwolnil…
– Jestem wykonczony, nic z tego nie wyjdzie, ale jestes wspaniala…
Wyciagnal i usiadl sie w fotelu…
Wstalam i podeszlam, zaczelam sciagac gume…
– Ty to mnie juz zostaw… nie jestem juz taki mlody…
– A ile masz ?
– 42.
– Wspaniale wygladasz…
– Cwicze, mój znajomy mnie namówil… Robert, znasz…
– Tak znam…
– Ten to dopiero jest kozak, on sam robi dystans calego Ironmana, a ja tylko troche biegam, no i silka…
– A co to jest ten Ironman ?
– Plynie prawie 4 kilometry, potem 180 km rowerem, a na koniec bierze maraton…
– O ja pierdziele…
– No… to jest cos… a gosc jest w moim wieku… musialabys z nim spróbowac, ten pewnie dalby rade przez kilka godzin cie rypac… ale nie… dajmy spokój…
– A dlaczego ?
– Seks akurat nie jest dobrym tematem u niego…
– A co jest ?
– Nie bede obgadywac znajomego… chcesz jeszcze soku ?

Cholera, nastepny ucina temat, ten Robert zaczyna byc jeszcze bardziej tajemniczy…ale zycie bez seksu… to nie dla mnie…
– To ja polece do lazienki i bede sie zbierac…
– A ja napije sie drinka…

Ogarnelam temat, ubralam sie, nawet nie wstal mnie pozegnac… tylko puscil buziaka… biedaczek, taki slaby… a ja nic… tyle, ze ogólnie zadowolona.

W domu Jola nic, bez spojrzen i komentarzy… wieczorkiem troche pogadalismy z Markiem. Wypytalam sie o kondycje jego firmy, powiedzial, ze szukaja oszczednosci, ale nie jest zle, tyle, ze premii nie bedzie za pól roku, wiec moze nie bedzie wyjazdu na wakacje.
A ja mu na to, ze i tak Olenka jest za mala na cos dalekiego. Wyraznie sie ucieszyl…

A na d**gi dzien sprawdzilam konto. Jest nastepny przelew, 18 tysiecy, te 3 doliczone, razem za dwa miesiace 33 kawalki. Kurcze, to jest piekne.
– Julu, bedziesz od mnie dostawac dodatkowo 500 zl co miesiac.
– Nie trzeba.
– Powiedzialam ci, ze mój doradca inwestycyjny jest fachowcem w pomnazaniu kasy.
– Ale to Pani pieniadze..
– Ale ty bardzo pomagasz mi w dopinaniu wielu spraw, a wiesz, ze czasami musze starac sie az za bardzo…
– Wiem pani Karolino.
– Tylko nie mów prosze mojemu mezowi, bo bedzie mu przykro, ze go nie stac na wiecej.
– Oczywiscie, Pani tak dba o niego, kocha go Pani mocno, prawda ?
– Najbardziej na swiecie.

Usmiechnela sie serdecznie, ona jedyna mi wierzy, moze nawet bardzie ode mnie.
– A nie ma Pani chrypy ?
– Gardlo mnie boli od wczoraj…
– To moze przyniose jakis tymianek…
– Jolu, na to tabletki nie pomoga…
Zawstydzila sie i odwrócila wzrok… niepotrzebnie to powiedzialam…

Tydzien spokojny, nie uzywam korka, ani paska, tak jakos jest milo bez seksu.
Moze tamten tydzien byl zbyt intensywny.

ON nie dzwoni, pewnie obmysla co teraz… a ja zaczyna sie troszke denerwowac… bo i boje sie, i czekam…
Kazda jego mysl jest tajemnica, zawsze mnie zaskoczyl… wiec to oczekiwanie samo w sobie mnie nakreca…
Ale nie odezwe sie pierwsza, nie ponize swej seksualnej godnosci przed nim. Gdyby wiedzial, jak musialam ugasic zar, który rozbudzil we mnie, to sam by powiedzial… kurwa, a moze zwykla… szmata.
Nie… te sprawy to moja tajemnica, no i zboczonej rodzinki sasiadów. Ale oni sa w moim umyslowym wladaniu.

Dostalam telefon od kancelarii. Wszystkie trzy duze sieci sprzedazowe zamówily lacznie 34 tys egzemplarzy d**giej ksiazki Mariusza. Dostawa jak najszybciej. Jest okazja do spotkania z Robertem.
Dzwonie.
– Panie Robercie, jest nastepne duze zamówienie… trzeba zadzwonic do drukarni…
– Na kiedy ?
– Najlepiej na wczoraj… a zrobia w terminie platnosci, bo wszystko mam zainwestowane i nie chcialabym tego ruszac, chyba, ze trzeba…?
– Dam znac.
Wylaczyl sie. Cholera, Robert, ani jednego slowa wiecej… ?
Wieczorem przyszedl sms, mam przeslac tekst, potrzebne ilosci i zrobia w 20 dni, a kasa po dostawie.
Bardzo podziekowalam. Sucho i bez emocji…
Ale zaraz usiadlam do kalkulatora, zarobimy ok 370 na czysto, oprócz ksiazek z naszego sklepu. Jesli wezmiemy 3 tys. sztuk to da tez stówe. Wojtek mial racje, zblizamy sie do miliona, moze w tym roku go strzelimy… trzeba bedzie zrobic fete i oczywiscie promocje nowej ksiazki.
Oj bedzie kilka okazji do szalenstw.

Nastepne dni sa radosne, ale bezplciowe. Rodzinne i nudne…
Pojade do Mariusza, ale nie za bardzo chce mu dac. Zaczynam byc wybredna. Albo cos dzikiego, namietnego i niespodziewanego, albo nic. Musze mu powiedziec o zamówieniu, ucieszy sie.
Wole stluc pizde paskiem niz isc na byle co. A moze wezme sasiadke… przeciez taki byl plan, ma wyjsc z kregu rodzinnej perwersji i znalezc sobie chlopa. Nie Mariusza, ale chodzi o krok w inne zycie.
Jest nowy dzien, dzwonie…
– Mariuszku odwiedze cie dzis z niespodzianka…
– Czekam, w obiad ?
– Dam znac.
d**gi telefon.
– Moja Pani slucham…
– Ladnie sie do mnie odzywasz… odpowiedzialam…
– Lubie tak…
– Masz suczko czas w obiad ?
– Oczywiscie, a co bedzie Pani ?
– Jak to co… pierdolenie… dupa i cipa w gotowosci… ?
– Zawsze…
– A… i nie sikaj do tego czasu…
– Dobrze.

Bylo to ciche… dobrze… ale wyczulam radosc w jej glosie… Mariusz, tez lubi, z Anka szaleli, wiec i moja suczka niech sie spelni.
Potwierdzilam smsem na 12. Jola juz nic nie mówi…
Podjechalam pod dom, a ta juz czekala…
Niestety ubiera sie dosc zwyczajnie…
– Nie masz lepszych ciuchów ?
– Ale ta bluzeczka jest czysta…
– Mysle o bardziej seksownych…
– Nie mam.
– Wlasnie widze, pojedziemy na zakupy…

Niemozliwe, minal rok gdy MÓJ robil to samo ze mna. Tez widzial, ze jestem zwykla dziewczyna, ze trzeba mnie przemielic na swoje wyobrazenie. A dodatkowo upokorzyc i podniecic.
Mam zrobic z nia to samo, mam stac sie nim… a potem coraz gorsza… az stane sie skurwysynka… ?
To mnie czeka… ?
Jak zycie zatacza kolo, jak los smieje sie nam w twarz. Czy jestesmy skazani na popelnianie ciagle tych samych bledów ?
Nie… ja nie mam takiego charakteru… jestem dobra kobieta i chce dobrze postepowac w zyciu… jedynie troche sie zabawic…
– Gdzie jedziemy ?
– Do mojej znajomej, ma butik z ladnymi rzeczami…
– Ale ja nie wzielam pieniedzy…
– O to sie nie martw suczko…

Szla przy mnie jak pies u boku Pani.
Byla spieta i nerwowa…
– Denerwujesz sie ?
– Jak cholera…
– A czym ?
– Nie wiem co mnie czeka, a tu tyle ludzi…

Zasmialam sie, MÓJ kazal mi sciagac majtki w cukierni, przy ludziach i dalam rade… teraz tak patrze… to nie byla zla mysl… na dodatek wspominam ja do teraz…
– Masz ubrane majtki ?
– Oczywiscie…
– Nie kochana, to nie jest oczywiste… a korek ?
– Korek to zawsze… a majtki, aby nie wypadl…
– On ma taka budowe, ze nie wypadnie… sciagaj gacie, sprawdzimy…
– Ok, ale gdzie mam to zrobic…?
Zaczela rozgladac sie na okolo…
– Jak to gdzie, tutaj…
– Co !!!

Zatrzymalam sie, rozgladnelam…zadnych matek z dziecmi, kilku mlodych, dwie pary starszych… i smietnik…
Podeszlam do niego…
– Tutaj je zdejmij i wyrzuc, bo idziemy po lepsze…
Jej oczy lataly po calej galerii…
– Na mnie sie spójrz… w moje oczy… jestes tu dla mnie i to ja jestem calym twoim swiatem….
ON mówil dokladnie to samo… do mnie…
Spojrzala sie… strach i zawstydzenie…
– Zrób to… zrób to dla mnie….!
Zobaczylam ulge na jej twarzy… podciagnela spódnice, wsunela rece pod nia… i sciagnela majtki…
– Patrz sie tylko na mnie… nic cie nie interesuje i nikt…
Podniosla je z ziemi i wyrzucila do smietnika….
– Dobra sunia…
– Moge cie pocalowac… ? zapytala…
Zrobil mi sie jej zal…nadstawilam policzek… i wzielam za reke…
– Idziemy…

Jak jej oczy sie rozswietlily… jaki… usmiech dostala… jest pieknie…
Doszlysmy.
– Aniu kochanie, pomozesz nam, ta pani chce sie ubrac na kurestwo…
Nastapily najpierw wielkie przytulania, a potem porwala ja na sklep.
Usiadlam sie w fotelu i przegladalam gazetki kobiece…
Co jakis czas pokazywala mi sie w ciuchach, a ja kiwalam glowa na tak. lub nie… mialo byc seksownie, ale i elegancko… Krótko, przezroczyscie i z gustem…
Gdy w koncu jakos juz wygladala akurat wszedl samotny facet…
– O, mamy pytanie do pana …
– Tak slucham ?
– Kolezanka idzie na male rypanko i nie do konca jestesmy przekonane, czy dobrze wyglada… ?
– A która ?
– Ja…
Wystrzelila z taka duma, ze rozesmielismy sie… wszyscy.
– Wyglada Pani odpowiednio, na pewno wybranek bedzie zadowolony…
– A Pan by ja wzial…?
– No… nie wiem…
Jego natychmiastowe zmieszanie bylo rozbrajajace… rozgladnal sie po sklepie, nikogo nie bylo… dobrze… my usmiechniete…
– A chociaz dal obciagnac, zapytalam ?
Anka cofnela sie i zaczela zamykac sklep na klucz…
– Nikt nam nie bedzie przeszkadzac…
A sasiadka stala z otwarta buzia, byla równie zaskoczona co on…

– Ptaszki idzcie do przymierzalni i zróbcie wstep, niech dziewczyna ma rozgrzewke… przed randka…
On ja objal i praktycznie popchnal… jemu juz stal, a ona nadal nie wiedziala co sie dzieje…
– Tylko dobrze Panu obciagnij, my kawke wypijemy… ze smietanka…
I w smiech… on zadowolony… ona ciagle w szoku, ale jak odmówi… nie moze… Rubikon przekroczony…

– Kto to ?
– Sasiadka, edukuje ja i jej syna…
– Karolinko, ty nic sie nie zmieniasz…
– Nie bede zalowac kobiecie przyjemnosci…

Jego jeki byly przyjemne w sluchaniu…
– Idziemy popatrzec ?
– Idziemy…
Przymierzalnia nie zaslonieta, ona na kolanach, on z rekoma na jej glowie…
Podeszlam i docisnelam mocniej, a Anka przykleila sie do niego…
– Dobrze ciagnie ?
– Dobrze…
– Bo to jej pierwszy publiczny wystep… wtracilam…
– Aha… rozumiem…
Kutas zwyczajny, chowal sie caly… facet zaczal sapac… zaraz bedzie konczyc…
Cofnelam jej glowe, chwycilam i zaczelam mu walic…
– Tylko suko otwórz szeroko… rzucila Anka…
Patrzyla sie na nas i czekala….
Mialam trudne zadanie, trafic i nie wybrudzic ciuchów…i powiedzmy wlosów…

I co… ?
Mistrzyni ze mnie…trafilam z wszystkim do buzi…
– Obliz Panu…
Ona mu lizala, a on odwrócil glowe w moja strone…
– Pierwszy raz cos takiego przezylem…
– Ona tez…
Pocalowalam go, a potem zrobila to Anka..
– Co sie mówi suczko… ?
– Dziekuje Panu.
– Cala przyjemnosc po mojej stronie…cos sie nalezy ?
– Nie… i ten nasz rozbrajajacy usmiech…
Ubral sie i wyszedl…
– Ok, ciuchy moga byc, podlicz nas Aniu i lecimy…
– Gdzie idziecie ?
– Do Mariusza…
– Szczesciarz…
Zaplacilam swoja karta, swoimi pieniedzmi i polecialysmy…

Do samochodu nie odzywala sie, nawet jak jechalysmy…
– I jak opiszesz swoje przezycie ?
– Gwaltowne…
– Jest kutas i go wykorzystujesz…
– A to nie on mnie wykorzystal… ?
– Oj glupiutka jestes, kazdy kutas do obrobienia, do zerzniecia i do wyjebania dupy to twoja rozkosz. Ty nim rzadzisz, chociaz oni mysla na odwrót…
– Tez tak to przyjelam…
– A bylo ci dobrze ?
– Od razu i to jak cholera…
– I o to chodzi, jestes podniecona i zadowalasz siebie… z kimkolwiek i w jakikolwiek sposób…
– Ale ja nadal jestem podniecona, a on sie zlal…
– I dlatego jedziemy dalej, nastepny kutas i nastepna przyjemnosc.
– Mniam…
Jest dobrze, otwiera sie na innych i nie protestuje… potrenujemy i sama zacznie…

– Mariuszku, jestes sam ?
– Babcia jest u lekarza..
– A ty nie z nia ?
– Co ty, ona z sasiadka chodzi, zreszta jej nic nie jest… to okaz zdrowia…
Spojrzal sie troche smutno na d**giego goscia…
– A to kto ?
– Jestem znajoma Karoliny…
– To matka chlopaka, który rzadzi naszym sklepem…
– O… to witam serdecznie…eleganckie Panie…
Sprzedalam d**ga ksiazke, wiesz co sie stanie… ?
– A co ?
– Bedziesz jebana gwiazda, trzeba bedzie zrobic wielka promocje… moze bal…
– Jak wtedy ?
– Moze…

Mój usmiech mnie rozbawil, jego zasmucil… ciagle mialam wrazenie, ze czuje jakbym w jakis pokrecony sposób nalezala do niego… biedaczek… nie ma pojecia kim jestem…
– Posluchaj, ta pani chcialaby zobaczyc twojego kutasa i zajac sie nim…
– A prosze bardzo…
Rozpial spodnie, sasiadka juz kleknela… grzeczna suczka… i cierpliwie czekala….
Wzielam go w reke, zrobilam kilka ruchów i juz stal…
Mariusz nachylil sie do mnie… pocalowalismy sie… a kutas juz zniknal w jej buzi…
– Co z nia robisz ?
– Ucze i rozkoszuje sie tym… co … nie chcesz ?
– Zawsze przyjme ulegla suke… ale starsza jest od ciebie… ?
– Widzisz, a trzeba uczyc…
Nachylilam sie do jego ucha.
– Lubi zloty deszcz…
– O… to rozumiem… nawet moge juz…
– Wstrzymaj…

Jechala ile mogla, ten kutas nalezy do troszke wiekszych, wiec i pracy wiecej…
Pogladzilam po wlosach, by zaraz docisnac…
– Zrób Panu dobrze… postaraj sie…
Zaczela brac glebiej, slina poleciala po brodzie, moze nie chciala mnie zawiesc…
Po jakims czasie zauwazylam, ze zaczyna sobie grzebac…
– Czas na przerwe… zawolalam…
I ona, i on z minami zdziwienia spojrzeli sie na mnie…
– Zrób nam kawy…

– Dlaczego przerwalas… cos zle robilam ?
– Spokojnie, wszystko w swoim czasie…
Gdy wrócil z kawami rozsiedlismy sie na kanapie i gadalismy o sprzedazy, o kasie, która wplynie i o planach jego na studia…
– Zaczynam jesienia, filologia polska…
– Ladnie…
– Pogadalismy, to rozbierajcie sie do naga… powiedzialam…
On jak zwykle byl pierwszy, piekne mlode cialo, zwisajacy kutas w lekkim wzwodzie…
– Idziemy do lazienki…
Jej tyleczek jest zgrabny jak cholera, Mariusz oczami wyrazil swój podziw…
– Wchodz do prysznica… ty tez…
– Co mam byc…?
Lej na nia, lej na suke, która o to prosi…
Jej oczy az zablyszczaly, spojrzala sie na mnie z wdziecznoscia… i oczywiscie kleknela…
– Mozesz Panie odlac sie na mnie… prosze…
Jej reka od razu powedrowala do cipy, a d**ga na piersi… Jej malutkie brodawki staly i tez prosily…

– To nie jest tak proste…
– Postaraj sie zlociutki…
– Podnieca mnie ta suczka… poczekajcie…
Wrócil do pokoju i wzial butelke wody…
– Zaraz poleci…
Widok kleczacej kobiety przed facetem zawsze mnie podniecal. Jest dla mnie tak naturalny i tak logiczny…ze sama prawie nabralam ochoty na wejscie do nich….
Ale nie… poczekam… ja za samym moczem nie przepadam…co innego dobre rzniecie…
Ale maly prad polecial przez cipe do tylka… moje cialo zyje swoim zyciem…

Zaczal. Powoli, ciurkiem… na piersi… na jej rece… dopil duzy lyk… oddal mi butelke…
– Teraz juz pójdzie…
Poszlo…mocniej… polecialo na szyje… a ta kurewka obnizyla sie troszke… dostala w twarz… a on od razu opuscil go…
Oj, ci faceci, nie rozumieja kobiet… nachylilam sie, chwycilam jego kutasa i skierowalam wprost na jej usta…
– Otwórz buzie kurwo… powiedzialam…
Otworzyla… prawie zjadajac nas wzrokiem… to byla wdziecznosc…
A on lal jej do buzi… nie powiem, podniecila mnie. Nie tym, ze bierze mocz do buzi… wziela mnie oddaniem wobec swoich pragnien… Nie boi sie, nie ma oporów, albo wlasnie je lamie… idzie do przodu… nie oglada sie za siebie, nie patrzy na innych, oddaje swe czlowieczenstwo pragnieniu i nie czuje w tym wstydu.
Ja tez to przechodzilam, ON lamal mnie, a ja mu pozwalalam. Wiem, na poczatku chcialam tylko d**gie dziecko, ale szybko podazylam za nim droga rozkoszy… a teraz pomagam isc jej wlasna droga.

Widzialam, ze juz nie polyka, to jest dla mezczyzny bez znaczenia, byle tylko lac i byle ona to przyjmowala…
Konczyl…
– Wyliz mu suczko…
Caly czas trzymalam mu, teraz jej usta dotykaly mojej dloni… zaczelam mu delikatnie walic…
– Ja pierdole, ale czad… zaraz mi jaja urwie…
– Chcesz sie zlac, czy poczekasz na cos lepszego…
Spojrzal sie na mnie blednymi oczyma…
– Nie wiem… jest mi tak dobrze…
– Przestan.
Wyszarpalam z jej buzi…
– Teraz ty… wyliz jej cipke…
Ona wstala, a on kleknal…
Jej piersiatka staly jak u malolaty, alez musiala byc podniecona…

Teraz na odwrót, dociskalam jego glowe do jej lona…
– Dobrze ci ?
Spojrzala sie na mnie, zaciskala wargi w ekstazie… oj… chyba odleci…
– Dostaniesz ?
Tylko kiwnela glowa…
– On tez na to czeka…
Jej oczy zrobily sie wielkie… i niedowierzajace…
Kiwnelam glowa i ona zrozumiala….
Dzisiejszy odlot bedzie dla niej najpiekniejszy….
Zamknela oczy i napiela sie…
Ten widok byl w swoim zboczeniu wspanialy. Od razu przypomnialy mi sie wszystkie moje orgazmy, w których z podniecenia i zmeczenia nie moglam utrzymac moczu…
Dostawala bardzo mocny orgazm i teraz ona lala mu do buzi…
Mnie wzielo, ale jego jeszcze bardziej… szalal, lizal wszystko, cipe, brzuch, uda, wciskal sie jak najglebiej ze swoim jezykiem… obejmowal ja za tylek i dociskal do swojej twarzy.
A ona zaczela dostawac d**gi… jej krzyk byl piesnia mego zycia. Dotknelam cipki przez material sukienki i majtek, i zaczelam robic to samo. Draznic sie.

Ona praktycznie uwiesila sie na jego glowie, wciskajac ja w siebie.
– Wyliz jej tyleczek… zaraz tam wejdziesz… powiedzialam…
Jej natychmiastowy odwrót, wypiecie i jego rece juz rozszerzaly jej dupke.
Caly czas by podniecony na maksa, nie zwalnial, obdarowywal ja tysiacami pocalunków, a ta tylko krecila tylkiem…
– Umyjcie sie kochani, czekam na was…

Wyszlam, sciagnelam spódnice, rajstopy, majtki i rozsiadlam sie w fotelu. Nie dotykalam jej. Czekalam zwiekszajac podniecenie tylko wyobraznia.
Nie chcialam dzis od niego seksu, ale natura jest silniejsza. I nie mam ochoty z nia walczyc, bo i po co. Odmówic sobie rozkoszy… nie…
Wyszli. Obejmowali sie i dawali buzi…
Widok dwóch ludzi, którzy sa we wzajemnej rozkoszy polaczeni, zawsze dziala jak afrodyzjak.
Jemu stal ze… ach… a ta byla pijana ze szczescia…
Zobaczyli mnie w fotelu.
– To cos dla mnie… zawolal… czy czekasz na nia ?
– Ja zawsze czekam tylko na faceta…
Kleknal, dotknal moje uda, a mnie od razu przeszylo… kilka pocalunków na rozgrzewke i zaczal…
Poezja.
A ona stala i zastanawiala sie co teraz…?
Kiwnelam palcem na jego tylek…
Usmiechnela sie.
A gdy go dotknela ustami ten prawie skoczyl…

– Spokojnie mistrzu, teraz ona cie obrobi, ty wracaj do mojej cipki.
Biedak meczyl sie, bo lizanie tylka faceta podobno jest niemozliwe, ale dawal rade… jego jezyk i moje cieplo rozchodzilo sie po calym ciele.
Myslalam aby dostac i tez mu popuscic, ale nie mialam az takiej ochoty, moje mysli krazyly raczej teraz kolo NIEGO. co wymysli i jak mnie zaskoczy.. ?
Bylo bardzo milo… niech oni sie naciesza, po to przyszlam z nia…
– Zmiencie sie i wypierdol jej dupe, bo ci jeszcze urwie.
Zamienili sie w moment… ona zaczela bardzo delikatnie, za to on najpierw liznal tyleczek, potem naplul i wjechal… powoli, ale konsekwentnie…
Nawet tak wypieta miala mniejszy tylek od mojego… i jego ladna maszyna wygladala bardzo ponetnie…
Zamknelam oczy i wyobrazilam sobie, ze to ON mnie lize. Wiem, slaba wyobraznia, bo on tego teraz nie zrobilby… ale fajna mysl…

Tyle, ze ta zaczela tak jeczec, tak sapac…. nie przestala nawet jak mlody sie zlal w tylku….
– Juz ?
– Spokojnie, dzis moge wiecej…
– Lec do lazienki, a my poczekamy…
– A co ja mam zrobic, zapytal…?
– Kleknij przede mna…
Zlapalam do za jajka, piekne nabrzmiale, ledwo miescily mi sie w dloni i zaczelam go calowac…
Z zamknietymi oczami i wyobraznia, ze z NIM sie caluje…
Zaczynam znowu wariowac na jego temat. Wszystkie zle rzeczy przestaly miec znaczenie, niech tylko mnie wezmie do fajnego miejsca i da poszalec cialu i duszy.
Czulam dotkniecia na piersi, na udach i na cipce…
– Masz tak piekne piersi…
– Co nie lubisz malych ?
– Lubie Twoje i ciebie cala… mam isc sie umyc, dasz mi ?
– Nie, ona jest dla ciebie prezentem i ty dla niej, zabaw sie na ostro z nia… a ja popatrze…
– Wiesz, ze cie kocham… ?
– Wiem…

Wyszla i od razu przytulila sie do jego pleców i rece na kutasa…
– Umyje sie, bo mam ochote na dobre rzniecie… powiedzial…

– Mam mu dac, chcesz tego ?
– Jest caly twój, daj mu gdzie chcesz… i ile razy chcesz… ?
Wyszedl, wzial ja za reke i poszli do sypialni. Tam od razu rzucil ja na lózko i wpakowal kutasa w cipe… Pracowal, jakby nie lal… szybko i mocno… Polozylam sie obok nich, lubie czuc zar podnieconych i spoconych cial…
Ona poszukala mojej dloni i mocno zacisnela… dostawala… trzeci… zobaczymy na co ja stac… ?
Mlody wyczul scisk cipki, zaczal ja calowac…
– Fajnie sie ciebie pierdoli…
– Ty tez to dobrze robisz… mam sie usiasc na ciebie…
Przekrecili sie i teraz ona skakala… pojekujac od wbijajacego sie calego kutasa.
A co tam… wstalam i usiadlam sie na jego twarzy… przodem do niej….
Jego jezyk znalazl swoje miejsce od razu… byl raz w cipie, a potem w tylku…
Ach… gdyby teraz ON mnie zapial od tylu… a mlody by lizal jeszcze jego jaja. Mój jest bi, wiec bylby zadowolony… i to bylby prezent ode mnie…
Za ten wspanialy teatr na parkingu, za brak zerzniecia, za szalenstwo z sasiadem i jego matka… za rozbudzenie na nowo pierwotnego pozadania.
Wcisnelam mocniej tylek na jego jezyk.. z nia trzymalysmy sie za rece… jak dziewczynki na karuzeli… zadowalane przez swojego ogiera…

– Odjade… czwarty raz…
– I ja… szepnelam….
Moja wyobraznia i mój orgazm…. dostalam i siknelam… niech ma dodatkowy bonus.
Jego dlonie na moich biodrach dociskaly sie jeszcze mocniej…. a jezyk zaczal szarpac….
Podnioslam sie, aby biedak nie padl…. a ten zaczal jeczec….
– Cos sie stalo ?
– Leje znowu…
Cholera, poszlo do srodka….
– Moglas dzis ?
– Nie interesuje mnie to…
– No co ty ?
– Jak zajde, to zajde… moze nawet tego chce…
– Ale kurwa z ciebie…
– Mam 38 lat, jeszcze dam rade wychowac…
– Ale sama ?
– Mam synka…
Ja pierdole, ale jestes zboczona… jestes gorsza ode mnie…
– Ucze sie…

Zaszlysmy z niego i razem, dwie lizalysmy mu pale… ona jajka, ja zlizywalam resztki spermy, a ten niewyzyty gówniarz jeszcze raz ukosem dorwal sie do mojej cipki…
Czulam jej zapach na kutasie…i bralo mnie od nowa…. lekko przysunelam tyleczek do jego glowy i taki prad zaczal sie rozchodzic… ze tylko czekalam az dojdzie do wybuchu….
A ten gnojek podniósl obie nogi do góry wystawiajac swój tylek na jeszcze jedno lizanie. Bezczelny, ale ja lubie jak sie dba o swoje…
Mój byl kutas, jej tylek… i jego, oraz moja rozkosz. Dostalam d**gi juz na spokojnie… gdy on polaczyl swoje dlonie z moim tyleczkiem i jezyk z lechtaczka…

Lizalysmy jeszcze z 10 minut… o pojekiwal, ona sobie grzebala, ja rozmyslalam o NIM…
Kiedy zadzwoni.. kiedy… ?
Mlody lize mi cipe, a ja jestem z kims innym wyobraznia… i jestem w niebie…

Bir cevap yazın

E-posta hesabınız yayımlanmayacak. Gerekli alanlar * ile işaretlenmişlerdir