Pogon

Pogon
Pogon byla coraz blizej. Ujadanie psów gonczych, krzyki ludzi, wiedziala, ze nie moze sie teraz zatrzymywac. Mimo zmeczenia, mimo bólu poranionych bosych stóp musiala biec, biec jak najdalej, jak najszybciej. Biegla przed siebie nie odwracajac sie, nie zwalniajac. Z kazdym krokiem las stawal sie gestszy, ciemniejszy jak by celowo chcial ja zatrzymac. Ból byl coraz silniejszy, jej poszarpana sukienka mokra od swiezej krwi kleila sie do nóg. Nie mogla sie poddac, nie po tym wszystkim co przeszla, nie po tym jak daleko zaszla. Wiedziala co jej zrobia gdy ja zlapia, nie bedzie litosci, tylko ból, jeszcze wiecej bólu. Nie chciala juz cierpiec, musiala uciec. Biegla na oslep, bylo zbyt ciemno by cokolwiek zobaczyc, upadla. Miala dosyc, poddala sie, lezala w bezruchu czekajac na swych oprawców. Swiat wokól niej zamarl. Jej cialo i mysli ogarnela ciemnosc. Nie czula juz nic, nie slyszala juz nic. Nie slyszala juz nic, absolutna cisza wokól niej. Czy umarlam? Pomyslala. Poczym powrócil ból, lecz cisza nie mijala. Wiec zyje, ucieklam. Biegnac przed siebie nie spostrzegla, ze udalo jej sie uciec. Nie slychac bylo szczekania psów ani krzyków oblawy. Miala w koncu chwile wytchnienia. Wreszcie chwila czasu by zebrac mysli. Co ma robic, dokad uciec? Wczesniej nie miala czasu by o tym pomyslec. W tylu miejscach juz byla, z tylu musiala uciekac, dokad teraz? Ciemne niebo rozdarla blyskawica. Nadchodzi burza. Wyszeptala do siebie. Musze sie gdzies schowac. Z trudem udalo jej sie wstac. Jej cialo drzalo z zimna, bólu i zmeczenia. Nie wiedziala gdzie jest, w która strone isc. Kolejna blyskawica przeciela ciemnosc oswietlajac jej otoczenie. Na ulamek sekundy jej oczom ukazala sie jaskinia. Usmiechajac sie do siebie powoli szla w jej kierunku. Kolejne blyskawice oswietlaly jej droge. Musiala tylko przeczekac noc, deszcz zmyje jej slady i bedzie wolna i zacznie wszystko od nowa. Uspokoila sie, cialo przestalo drzec byla wolna na reszcie.
Swiatlo pochodni pojawilo sie tak nagle, ze nie zdazyla zareagowac, otoczyli ja nie bylo dokad uciekac. Pochwycilo ja dwóch mezczyzn odzianych w zbroje, rycerze imperium. Zwiazana zaprowadzili do jaskini. Wiec nie bedzie sedziego? Spytala. Podszedl do niej starszy mezczyzna, z pod czarnego kapelusza widac bylo siwe dlugie wlosy, w reku trzymal bogato zdobiony kostur. Jestem imperialnym magiem ognia, bede twoim sedzia i katem. Za to co zrobilas jest tylko jedna kara, smierc. Mezczyzna wyjal spod czarnego dlugiego plaszcza kilka kartek. Czytal je dluzsza chwile w slabym swietle pochodni. Zapadla przejmujaca cisza. W koncu sedzia spojrzal na nia, poczula jak jego wzrok pelen nienawisci przeszywa ja na wskros. Za zdrade, szpiegostwo na rzecz Uthoru, kradzieze i zabójstwo oficera imperium skazuje Cie na smierc. Wyrok zostanie wykonany natychmiast. Mag skinal na trzymajacych ja rycerzy, odsuneli sie od niej. Mezczyzna poczal szeptac slowa zaklecia, strach ogarnal jej mysli, serce zaczelo bic mocniej, znów zaczela drzec. Po chwili zrobilo jej sie cieplo, nawet przyjemnie. Nagle cieplo zmienilo sie w goracy zar, który trawil ja od srodka. Jej oddech przyspieszyl serce zaczelo bic jeszcze mocniej, jej skóra zaczela parzyc. Padla na kolana próbowala krzyczec, lecz jej usta wypelnil ogien, jej cialo stanelo w plomieniach. Czula ból, ogromny ból, plonela.
Jeden z rycerzy wyjal miecz i szybkim cieciem skrócil jej meki. Jej martwe cialo wciaz plonelo. Tak koncza zdrajcy imperium. Powiedzial starzec. Do rana zostanie z niej tylko popiól…

Bir cevap yazın

E-posta hesabınız yayımlanmayacak. Gerekli alanlar * ile işaretlenmişlerdir